Etap 1: prace ziemne i ławy fundamentowe

Adaptację projektu oraz przygotowanie dokumentacji i uzyskanie pozwolenia na budowę powierzyliśmy Pracowni Projektowej BDB PROJEKT z Puław. Koszt uzyskania pozwolenia (wypisy, wyciągi, pstrągi i inne dziwne mapki … i złożenie tego z właściwymi podpisami we właściwych okienkach) przy załatwianiu wszystkich formalności przeze mnie byłby niewiele niższy … ale czasu zmarnowałbym pewnie z pół roku 🙂
Pani Elżbieta z BDB PROJEKT załatwiła adaptację oraz wszystkie formalności szybko i sprawnie … dzięki czemu pozwolenie na budowę zostało wydane z dniem 27 lutego – nieco ponad dwa tygodnie od złożenia dokumentacji.

Niestety pomimo super szybkiego uzyskania PNB pogoda wyhamowała mój zapał do pracy … zimno, brzydko i niefajnie. Przeczekałem … poczytałem … zaczerpnąłem youtube’owej wiedzy i z odejściem zimna i deszczu byłem gotowy do działania.

Na początek geodeta … wyznaczył osie budynku (nabił paliki) i punkt zero (czyli wysokość na jakiej ma znaleźć się podłoga domu).

Czekając na poprawę pogody zamówiłem stal na zbrojenie i zacząłem giąć druty w zapomnianym piwnicznym warsztacie. W 6 godzin nagiąłem strzemion na cały fundament … a nawet ciut więcej 😉

Z pierwszymi pracami udało się ruszyć dopiero 25 marca. Na start poleciały prace ziemne oraz doprowadzenie wody. Zgodnie z wytyczeniem geodety rura z wodą (do której miałem się wpiąć) powinna przebiegać obok drogi wewnętrznej … ale po rozpoczęciu wykopu znaleźliśmy … przewód energetyczny, który powinien – według mapy – przebiegać po drugiej stronie drogi (ktoś ostro poszedł na skróty przez naszą działkę ;p ). Na szczęście Pan koparkowy był mocno rozgarnięty i obyło się bez grubej awarii.

Dzień wcześniej przygotowałem działkę do prac ziemnych za co zostałem pochwalony przez operatora koparki za  … wszystkie ważne elementy oznaczyłem sprayem geodezyjnym dzięki czemu wiadomo było gdzie kopać i na co uważać.

Prace ziemne – koparkę – musiałem podzielić na dwa dni … pierwszego dnia zdjęliśmy humus + 40cm gruntu, a w drugim podejściu (tydzień później) przyjechała koparka wyposażona w ‚skarpówkę’ i zrobiliśmy eleganckie wykopy pod ławy. Jako, że buduję nisko-budżetowo to nie było funduszu na zakup niwelatora, który pomógłby mi w wyznaczaniu głębokości wykopu … ale trzeba sobie radzić … nabiłem pięć palików z przeniesionym poziomem zero i gdy operator koparki zdjął z grubsza grunt to rozciągałem sznurek między palikami i właziłem do wykopu z miarką aby sprawdzić gdzie ile jest już wybrane ;p

Jeszcze tego samego dnia z pomocną ręką mego ojca przenieśliśmy poziomy i wyznaczyliśmy osie w wykopie.

Po krótkiej przerwie zabrałem się za wyznaczenie ław i przygotowanie szalunków. Praca wyjątkowo przyjemna … mało kopania … mało dźwigania … tylko mierzenie i czytanie z projektu 😉


W między czasie pogoda troszkę się popsuła więc z doskoku miedzy kolejnymi opadami deszczu „pokręciłem” sobie część zbrojenia.

Zamówiłem beton na 13-stego na godzinę 13:00 … i nie było już odwrotu … miałem 5 dni na przygotowanie wykopów, poprawki i ułożenie zbrojenia – niby nie dużo ale jak na jedną osobę to uwierzcie, że brakowało tchu. 

Kopanie fundamentów  to masakryczne 3 dni z mojego życia … wytyrały mnie na wskroś. Atakowałem wykopy dwa razy dziennie po 3h bo na moje nieszczęście grunt to glina, a musiałem wykopać około 50mb na głębokość 50cm. Zagryzałem je witaminą C i apapem – bo pogoda była średnia – na zmianę mżawka, słońce, ciepło, zimno i wiatr – typowo katarowa.
W miedzy czasie wpadł na budowę kierownik sprawdzić czy grunt jest stabilny i czy nie ma niespodzianek – na szczęście wszystko było jak trzeba.
Gdy miałem 3/4 pracy za sobą zacząłem się cieszyć, że dom jest stosunkowo mały i nie ma garażu  🙂
Mój ojciec … chyba nie mógł przeboleć, że wypruwam się przy szpadlu i podjechał na godzinkę z pomocą … ale nie miałem serca, żeby szarpał się z gliną i dokończyłem robotę samemu.
Rzecz jasna nie mogło zabraknąć kontroli … dziewczyny sprawdzały czy nie robię zbyt długich przerw 🙂

Wykopy pod ławę skończyłem w środę … ale trafił się logistyczny problem z przetransportowaniem prawie 11sto metrowych zbrojeń na plac budowy. Na szczęście z pomocna ręką trafił się znajomy, który zorganizował transport i jakoś daliśmy radę poukładać zbrojenie w wykopach.

To była środa wieczór … odetchnąłem i stwierdziłem jest OK … dam radę na jutro do 13:00 wszystko ogarnąć.

Rano wstaję – powiedziałbym, że rześko wyskoczyłem z łóżka ale co wam będę mydlił oczy … ledwo dałem radę nogi zrzucić, a o sprężystym kroku do kuchni na śniadanie można było tylko pomarzyć. Z pomocą mej małżonki ustawiłem me obolałe ciało do pionu (żona nogą pomagała w poderwaniu się z łóżka) i potoczyłem się na kawę i apap 😉

Przed 7:00 – jeszcze zaspany – odpieram tel … że beton będzie wcześniej – po 9:00 … o Chryste Panie! kawa nie dopita, śniadanie – jakie śniadanie … dobrze, że ojciec miał możliwość helpnięcia … więc ostro na budowę rozkładać bednarkę … postawić zbrojenie pod słupy i schody.

Wpadam na budowę … w nocy trochę padało … krawędzie wykopów zaczynają się obrywać i jeszcze trzeba będzie je zabezpieczyć … uhhh.

Bednarka (50 metrów płaskownika) była zwinięta i przy prostowaniu strasznie się wściekała. Pot, ból (drut wiązałkowy szarpał piszczele), nerwy i płacz … tak było do 9:00.

Podjechał kierownik budowy sprawdzić zbrojenie … wszystko git można lać. Dostałem kilka wskazówek czego pilnować i na co wrócić uwagę.

Dzwonię do betoniarni czy już wyjechali … ale dopiero będą się ładować … więc mamy z ojcem godzinę na kawkę, ciasteczko i śmieszki-heheszki … pełen luz i odprężenie 🙂

Podczas zalewania … które przebiegało w lekkiej, błogiej i sympatycznej atmosferze (bo do towarzystwa i pomocy podjechał wujaszek oraz znajomy, który helpnął mi dzień wcześniej przy zbrojeniu) operator pompy podającej  beton mówi: ‚panowie … u mnie koniec betonu! – musimy załadować z drugiej gruchy … czy mamy już połowę zalaną?’ … aż mi się gorąco zrobiło … panie! jakie pół!? … może ze 40% mamy zalane. Rozglądam się po fundamentach … im bardziej się rozglądam tym tym mniej betonu w szalunkach widzę … jakbym ‚popaczał’ jeszcze z 5 minut to widziałbym puste szalunki. 
Poczułem takie samo uderzenie gorąca jak na maturze z polskiego gdy zobaczyłem tematy, których w żaden sposób nie dało się podciągnąć pod posiadaną przeze mnie wiedzę 😉
Na szczęście po 2 minutach, które dla mnie trwały jak dobry kwadrans … operator krzyknął: ‚spokojnie panowie … w drugą gruchę załadowali więcej niż do mnie’. Ufff … pomyślałem „jest spoko, nie będzie trzeba mieszać betonu graczką w taczce” 🙂

Po zalewaniu okazało się, że zostało jeszcze ponad 0.5 m3 betonu – tyle wziąłem więcej „na w razie czego” … więc objętość policzyłem dobrze (nauczycielka matematyki z LO może być ze mnie dumna … nauka nie poszła w las 🙂 )

Kolejne 3 dni to rozszalowanie ław i podlewanie betonu aby powoli i dobrze związał … robota super fajna na pełnym chillout’cie.

Podsumowując ten etap mogę powiedzieć tylko tyle, że boli … szczególnie w plecach i nogach … ale później ma być lżej (tak mówią … nie wiem czy po to aby mnie pocieszyć czy faktycznie będzie lżej) 🙂

Zestawienie poniesionych kosztów przygotuję jak tylko dostanę wszystkie faktury (dodam także tabelę z planowanymi/założonymi kosztami … mogę tylko powiedzieć, że stan zero, czyli fundamenty + podłoga na gruncie wyjdą nieco drożej niż planowałem ze względu na posadowienie ław fundamentowych na głębokości -2,12 m … do obliczeń zakładałem 1,3 m … ale o tym później).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *